viernes, 10 de diciembre de 2021

Tadeusz Różewicz (Polonia,1921-2014)

 



voces

 

I

Hubo tantas palabras indiferentes
y duras
y en las caras sólo muecas

un día
ahora nos cuesta más vivirlo
más que a nuestros padres
pavor y desgarro
febriles bebemos la vida a lengüetadas

derribados inmaduros
con la boca abierta
bañados en sangre

sin haber llegado a la época de floración

II

Hubo desgarro odio
mutua antipatía y mueca
hubo un callejón sin salida
y el rostro plano de los muros
cacarañado por la andanada


arrojados de los vagones de ganado
un rebaño empujado a golpes
y rugidos
y cerca sólo las patas de los perros
las patas de los perros
las patas de los perros

Sé que no se debe ser así
lo sé, lo sé.
pero
cuando un amigo me tiende la mano
cubro mi cabeza como si de un golpe se tratara
me protejo de un gesto humano

me protejo de un arrebato de ternura.


III

«Nuestras voces secas
cuando murmuramos
ingenuos en voz baja
como el viento en la hierba seca
o las patitas de rata entre los trastos viejos
de nuestros sótanos vacíos…»

Poetas que midieron su vida en cucharitas de café
son como trajes de pájaros
en pares
o trajes de piel de los animales
que brillan
y el agua corre por ellos

cuando cierran la puerta
allí dentro son como figuras de yeso
con dulces sonrisas de idiotas
dicen «¿la verdad? ¿qué es la verdad?»
levantan los ojos al cielo
se encogen de hombros
son criaturas que
tienen dos lenguas
dos caras
y entrañas artificiales
giran sobre sus espinas dorsales
giran sus caras planas sobre sus espinas
el viento está soplando el viento está soplando

aprieto los párpados

chirrían mis ojos inquietos
con sus suaves hocicos tocan
mi corazón

 

Trad. Ada Trzeciakowska


***

 

La segunda estrofa del poema abre El último día del verano de Tadeusz Konwicki, película desgarradora e intimista, premiada en el Festival de Venencia (cine experimental), precursora de la Nueva Ola Polaca.  Dos personas solitarias y anónimas, heridas por el pasado, se reúnen en una playa desierta. Ambas viven obsesionadas por traumáticos recuerdos de la Segunda Guerra Mundial. Pero, aunque hacen todo lo posible por comunicarse, al final se impone el silencio. 

Drugą strofa wiersza rozpoczyna się Ostatni dzień lata Tadeusza Konwickiego, film rozpisany na dwoje aktorów, kameralny i bolesny, prekursor Nowej Fali, pierwszy polski film nagrodzony na Festiwalu w Wenecji. 

 

głosy

I

Było tyle słów obo­jęt­nych
i ostrych
i na twa­rzach tyl­ko gry­mas

dzień
te­raz trud­niej nam prze­żyć
niż na­szym ro­dzi­com
prze­ra­że­nie i roz­dar­cie
chłep­ta­nie ży­cia go­rącz­ko­we

strą­ce­ni nie­doj­rza­li
z otwar­ty­mi usta­mi
ocie­ka­my krwią

I nie było pory roz­kwi­ta­nia.

II

Było roz­dar­cie nie­na­wiść
nie­chęć wza­jem­na i gry­mas
był za­ułek śle­py
i pła­skie twa­rze mu­rów
dzio­ba­te od sal­wy

wy­wa­la­ni z by­dlę­cych wa­go­nów
sta­do pę­dzo­ne ra­za­mi
i ry­kiem
a obok tyl­ko łapy psów
łapy psów
łapy psów

Ja wiem nie trze­ba tak
ja wiem ja wiem
ale
kie­dy przy­ja­ciel wy­cią­gnie rękę
za­sła­niam gło­wę jak przed cio­sem
za­sła­niam się przed ludz­kim ge­stem

za­sła­niam się przed od­ru­chem czu­ło­ści.


III

«Su­che na­sze gło­sy
kie­dy szem­ra­my
ci­cho i na­iw­nie
jak wiatr w wy­schnię­tej tra­wie
lub szczu­rze łap­ki w ru­pie­ciach
na­szych pu­stych piw­nic…»

Po­eci któ­rzy wy­mie­rzy­li swe ży­cie ły­żecz­ką od kawy
są jak ubran­ka pta­ków
po dwa
albo fu­trza­ne ubran­ka zwie­rząt
któ­re lśnią
i spły­wa po nich woda

kie­dy za­my­ka­ją drzwi
tam we­wnątrz jak gip­so­we fi­gu­ry
ze słod­ki­mi uśmie­cha­mi idio­tów
mó­wią «praw­da? co to jest praw­da?»
wzno­szą oczy do nie­ba
wzru­sza­ją ra­mio­na­mi
a są to stwo­rze­nia któ­re
mają po dwa ję­zy­ki
dwa ob­li­cza
i sztucz­ne wnętrz­no­ści
krę­cą się do­ko­ła na krę­go­słu­pach
ob­ra­ca­ją pła­skie twa­rze na krę­go­słu­pach
wie­je wiatr wie­je wiatr

przy­ci­skam po­wie­ki

pisz­czą moje oczy roz­bie­ga­ne
mięk­ki­mi py­ska­mi do­ty­ka­ją
mo­je­go ser­ca

 

(Fuente: Ada Lírica)

 

No hay comentarios:

Publicar un comentario